ULUBIEŃCY MAJ/CZERWIEC

Cześć :)
Dziś przychodzę do was z moimi ulubieńcami kosmetycznymi :)
Te posty postaram się robić raz na 2 miesiące bo myślę, że co miesiąc to za często zwłaszcza, że zakupy kosmetyczne robię też mniej więcej co drugi miesiąc (chyba, że akurat coś skończy się szybciej).
Ale przejdźmy do rzeczy :)



Pierwszy ulubieniec to zdecydowanie Balsam do włosów na kwiatowym propolisie z firmy Receptury Babuszki Agafii. Rosyjskie kosmetyki opanowały ostatnio sferę pielęgnacyjną zwłaszcza jeśli chodzi o włosy. I mnie ten szał też nie ominął. Szukając podczas zamówienie na eKobiecej jakiegoś fajnego balsamu/odżywki trafiłam właśnie na ten. Miał wiele pozytywnych opinii w internecie więc pomyślałam czemu nie. No i faktycznie okazał się rewelacyjny. Włosy są po nim mięciutkie, łatwo się rozczesują  i są puszyste (ale nie napuszone). Początkowo stosowałam go mniej więcej od ucha w dół, a obecnie zdarza mi się go również nanieść na praktycznie całą długość włosów, ponieważ zauważyłam, że nałożony w powyżej ucha w niewielkiej ilości i na na krótko nie powoduje ich obciążania.




 
Kolejne dwa kosmetyki to zdobycze upolowane na promocji w Rossamanie. Są to tusz Maybelline Lash Sensational i podkład Loreal True Match.
Tak jak wspomniałam oba produkty zakupiłam przy okazji promocji. Tusz był w tym okresie był całkiem krótko na rynku, pomimo tego opinie zachęcały do zakupu. Pierwszą zaletą jest bardzo fajna sylikonowa szczoteczka. Bardzo dobrze rozdziela rzęsy są one też wydłużone i pogrubione. Nie odbijał mi się na powiece i trzymał się cały dzień. Nie zauważyłam również żeby się kruszył. Nie jest to tusz wodoodporny więc przed wyjściem na basen dobrze jest go zmyć (ja kilkukrotnie zapomniałam co zakończyło się niestety pandą pod okiem). Jeśli chodzi o zmywanie to też nie widzę najmniejszych problemów. Wystarczy przytrzymanie na oku płatka z płynem micelarnym a następnie lekkie ściągnięcie całości. Póki co jest to jeden z moich ulubionych tuszy.
Jeśli chodzi o podkład to poleciał mi go koleżanka, a że często sprawdzają nam się te same podkłady nie wahałam się ani przez moment. Co zabawne w Rossmanie, w którym robiłam zakupy nie było próbek wszystkich kolorów, więc odcień wybrałam również identyczny jak miała koleżanka i jest to D1W1. Kolorek ten jest moim zdaniem idealny dla miłośniczek żółtych tonów. Podkład ma lejącą konsystencję i po wyciśnięciu na dłoń delikatnie spływa. Na twarzy po woli zastyga i ładnie dopasowuje się do odcienia skóry. Ja nakładam go palcami i wtedy wystarcza mi jedna pompka, przy użyciu pędzla konieczne były dwie pompki. Uważam jednak, że wygląda on lepiej nałożony palcami. Jest wtedy bardzo naturalny i subtelny. Jeśli chodzi o krycie to jest ono średnie i mi takie wystarcza, jednak jeśli szukacie czegoś co zakryje większe niedoskonałości to może się u was nie sprawdzić lub po prostu potrzebny będzie korektor. Dla mnie absolutny numer jeden i kiedy mi się skończy na pewno zakupie w przyszłości ponownie :)

 

Będąc już przy kosmetykach kolorowych warto wspomnieć o moim ulubieńcu do ich zmywania czyli o płynie micelarnym z biedronki.
Wiem, że dużo osób już o nim mówiło ja jednak dopiero niedawno po niego sięgnęłam. Bardzo dobrze zmywa makijaż, zanim po niego sięgnęłam używałam płynu z Garniera. Ten natomiast nie odbiega od niego jakością a cena jest niższa co przemawia na jego korzyść. Dodam tylko, że używałam do tej pory tylko wersji niebieskiej, nie wiem jednak jak sprawdziła by się wersja różowa (choć słyszałam, że coś z nią jest ie tak). Dodatkowo przez ostatni miesiąc na wacik z płynem dodawałam kilka kropel olejku jojoba.

Kupiłam małą pojemność bo tylko 30ml ponieważ nie wiedział jak zareaguje na niego moja skóra. Muszę wam powiedzieć, że nie spodziewałam się, że zmywanie makijażu może być tak przyjemne a jednocześnie pozytywnie wpływać na stan skóry. O ile wcześniej zmywanie samym płynem nie było niczym złym, tak w ciągu ostatnich dni tęsknię za olejkiem, który niestety już mi się skończył. Skóra po takim zmyciu makijażu jest nie tylko oczyszczona ale również nawilżona.  Olejek mnie nie zapychał, wręcz przeciwnie skóra stała się miękka i widzę w końcu poprawę jej stanu (i myślę, że swój udział ma tu również właśnie olejek jojoba). Dodatkowo zauważyła, że po wyjściu spod prysznica skóra nie jest ściągnięta co wcześniej się działo. Tak więc olejku się już nie pozbędę (a na pewno wypróbuje inne) i czekam na kolejną buteleczkę.

Ostatnie dwa produkty to kosmetyki marki Sylveco. Są to lekki krem brzozowy i odżywcza pomadka z peelingiem.
Produkty Sylveco przeżywają w ostatnim czasie niesamowite oblężenie. Moim pierwszym produktem tej firmy był żel do mycia twarzy. Zarówno tymiankowy jak i rumiankowy sprawdzają się u mnie genialnie o czym świadczą trzy skończone opakowania i  kolejne w drodze. O kremie myślałam już dłuższy czas i takim sposobem trafił on w końcu do mojej kosmetyczki. Kremu używałam cały maj i czerwiec i obecnie jest on na wykończeniu. Wiem jednak, że w przyszłości do niego wrócę. Ja stosuję go wyłącznie rano pod makijaż i czasem nakładam w ciągu dnia (kiedy wracam wcześniej do domu i zmywam od razu makijaż). Bardzo dobrze sprawdzał się pod podkład, nie rolował się, a skóra była delikatnie nawilżona. Ma bardzo delikatny przyjemny zapach. Konsystencja tak jak wspomina producent jest lekka, a produkt bardzo dobrze się rozprowadza. Do tego ma świetny skład. Jak dla mnie krem idealny na lato.

Ostatni produkt to kupiona ot tak pomadka, która okazała się świetna do pielęgnacji ust. Stosuję ją wieczorem, a rano wstaję z miękkimi ustami. Są one idealnie przygotowane do nałożenia pomadki. Obecnie wykończyłam już całe opakowanie, a kolejne jest już w drodze :)


To tyle jeśli chodzi o moich pierwszych ulubieńców :)
A jacy są Wasi? :) Może któryś z moich ulubieńców jest również Waszym?;)

Buziaki 
Magda xoxo

Komentarze